"Daimonion" - recenzja
„Daimonion”
| Recenzja
Wychowanie do wartości to bardzo istotna kwestia i nie mam tutaj na myśli wyłącznie przekonań religijnych. Pomimo tego, że polskie społeczeństwo coraz bardziej się laicyzuje, śmiem twierdzić, że i tak religia odgrywa ważną rolę w czymś, co nazywamy kodem kulturowym. Wiadomo jednak, że każde pokolenie ma do nich nieco inne podejście. Nasi dziadkowie oraz rodzice byli do nich silnie przekonani, ale ich dzieci czy wnuki z różnych powodów, traktują je dość swobodnie. Andrzej, główny bohater Daimonionu jest silnie wierzący, ale wcale nieprzekonany, czy to dobrze. Wiele go to kosztuje, a myśl o wstąpieniu do seminarium, staje się ogromnym ciężarem.
Tak się złożyło, że tę recenzję napisałem w dniu wspomnienia św. Augustyna, autora Wyznań, człowieka, który przeszedł długą i wyboistą drogę do tego, aby poznać i zrozumieć sens i istnienie Boga. Jednym z jego cytatów, które bardzo lubię, jest stwierdzenie: Boże, daj mi siłę, abym mógł zrobić wszystko, czego ode mnie żądasz. A potem żądaj ode mnie, czego chcesz. Cytat ten wyjątkowo dobrze pasuje do osobowości tego, którego historię poznamy w tej powieści. Jak wielu innych, zadaje on sobie pytanie o własną tożsamość, szukając na nie odpowiedzi w kluczu chrześcijaństwa. Doskonale orientuje się w filozofii, teologii, historii i jeszcze kilku innych dziedzinach. Wszystko, co czyni i co otrzymuje, stara się poczytywać, jako Boży dar. Z drugiej strony, przez to, w co mocno wierzy, trudno mu ułożyć relacje z innymi, a już na pewno z kobietami. Coraz częściej dochodzi do przekonania, że to z nic jest coś nie tak i że chyba nie jest tak silnie religijny, jak mu się wydaje, bo ma liczne wątpliwości.
W tym miejscu trzeba sobie postawić pytanie, czy zastanawianie się nad sensem wiary i stawienie sobie licznych pytań, to coś złego? Chyba nie, już Jan Paweł II pisał, że wiara oraz rozum się wzajemnie nie wykluczają, lecz uzupełniają. Andrzej, zmęczony tym, co dzieje się w jego życiu, prosi Boga o pomoc w ostatecznym rozstrzygnięciu, wskazaniu celu, do którego ma podążać. Odpowiedź zwala go z nóg, bo Najwyższy pragnie, aby założył sutannę. Młody student zdaje sobie sprawę, co to oznacza i jak bardzo od tej chwili zmieni się jego życie. Godzi się jednak zaryzykować. Właśnie wtedy trafia do piekła, co wydaje się zupełnie absurdalne, a on sam zupełnie na to nieprzygotowany. Dopiero wówczas dostrzega, gdzie popełnił błąd i jakich sygnałów nie dostrzegł. Jest już za późno na odwrót, klamka zapadła. Trzeba odnaleźć się w nowej rzeczywistości, a jednoczenie jak najszybciej postarać się z niej wydostać. Czego to będzie od Andrzeja wymagało, jeszcze nie wiadomo.
Daimonion nie jest powieścią łatwą. Przypomina fabularyzowany esej lub coś na kształt dostosowanej do potrzeb czytelników rozprawą filozoficzną. Wiele treści, które normalnie okazałyby się skomplikowane do przekazania, zostało przedstawionych przez pryzmat wybranych sytuacji z życia Andrzeja, dzięki czemu stały się bardziej czytelne i zrozumiałe. Jednocześnie ten, o którym piszę nie należy do grupy ludzi, których nic i nikt nie interesuje, przeciwnie ma szerokie horyzonty połączone z pędem do wiedzy, a do tego jest nadzwyczaj inteligentny, a także błyskotliwy. Może właśnie dlatego, ma problem, aby odnaleźć się w szarej, codziennej rzeczywistości, w której prawie nikt go nie rozumie, a czasem jest uznawany za dziwaka, bo kto normalny wie kim był Kirkegaard, albo jakie poglądy na wybrany temat miał Sokrates? Tylko, czy to jego wina? To on nie dorasta do świata, czy odwrotnie, świat do niego?
Warto też przyjrzeć się rozumieniu powołania, jakie wyjawia się z tej książki. Większości z nas wydaje się, że kandydat na kleryka, który przekracza bramy seminarium, właściwie na starcie mógłby zostać wyświęcony na kapłana, bo umie się modlić, rozumie nieco teologii, a przede wszystkim bardzo tego pragnie. Nic bardziej mylnego. Tacy alumni najczęściej opuszczają mury uczelni już po pierwszym półroczu, gdyż pomylili własne wyobrażenia z tym, jak jest naprawdę i ile samozaparcia oraz siły, kosztuje siedem lat studiów filozoficzno-teologicznych. Jak wiele w tym czasie można znaleźć miejsc, w których łatwo się zachwiać, a chwilę później porzucić marzenia na zawsze, bo co jeśli wola Boga nie jest zbieżna z moją?
W Daimonionie urzekła mnie głębokość myśli, niezwykle umiejętnie przekazywanych przez Autora, a jednocześnie barwna wyobraźnia, pozwalająca na to, aby obrazowo przedstawić to, co dzieje się w umyśle Andrzeja i nie tylko. Dzięki temu królestwo Mefista staje przed nami jako realny wybór człowieka, a nie jedynie efekt przekonań Kościoła na temat rzeczy ostatecznych człowieka. Okazuje się, że piekło faktycznie lepiej pojmować jako wieczną tęsknotę za stwórcą, od której nie ma już odwrotu, niż składzik żeliwnych kotłów. Podobnie, myśli Andrzeja, dzięki odpowiednio dobranemu językowi, który nie jest zbyt trudny, a jednocześnie nie za infantylny, stają się dla odbiorcy zbiorem tez, nad którymi warto się zastanowić.
Może okazać się, że
nasza wiara jest już jedynie folklorem, z którym nie chcemy zerwać, bo tak nam
wygodnie, niemająca żadnego związku z prawdziwą relacją z Bogiem. Kończąc, odnoszę wrażenie, że Daimoniona inaczej odczyta wierzący, a
inaczej ateista lub agnostyk, co sprawia, że książka Piotra Zawodnego staje się
niezwykle wartościowa i jeszcze ciekawsza.

Komentarze
Prześlij komentarz